Wiosną 2001 roku dane mi było po raz
pierwszy w życiu pielgrzymować do miejsc, świadków ziemskiego życia Ojca Pio.
Ujrzałam dostojne San Giovanni Rotondo, chlubiące się najdłuższym przebywaniem
w nim najsławniejszego kapucyńskiego Zakonnika. Pragnęłam tam odczuć
specyficzny klimat tego szczególnego miejsca i wyobraźnią przenieść się do
czasów, kiedy obarczeni ciężarami ducha ludzie szli na spotkanie z „mężem Bożym”.
Niestety, zaułki i place miasteczka pełne różnojęzycznego gwaru pielgrzymów,
sklepiki oferujące różnych rozmiarów figury Ojca Pio, hoteliki i restauracje
przypominały mi raczej rzeczywistość rządzącą się współczesnymi prawami wolnego
rynku. Jedyną oazą, która niemym głosem przemówiła do mnie o wielkości Ojca Pio,
było wnętrze Domu Ulgi w Cierpieniu. Owym głosem było „misterium cierpienia”
jego mieszkańców i ofiarne posługiwanie personelu medycznego.
Inaczej – na szczęście – stało się w Pietrelcinie. W jej najstarszej części czas jakby zatrzymał się jakieś sto lat temu. Kamienne domy o małych pomieszczeniach, ciasno przylegające do siebie,
ciszą i prostotą wskazywały na rzeczywistość daleką od współczesnego,
cywilizacyjnego dobrobytu. Wnętrza niektórych domostw subtelnie uchylały swe
drzwi i nie bacząc na ciekawskich przybyszów, zadziwiały prostotą wyposażenia,
z królującym w każdym z nich piecem bawiącym się złocistymi iskrami palącego
się drewna. W niczym nie odbiegało od miejscowych standardów rodzinne domostwo Ojca
Pio.
Najbardziej jednak ujął mnie oddalony o
kilka kilometrów od Pietrelciny uroczy zakątek o nazwie Piana Romana. Było tu w
przeszłości pole, z uprawy którego utrzymywała się rodzina Ojca Pio. Do dziś
zachował się dom, a właściwie jedna izba, mieszcząca w sobie mały magazyn
podręcznych sprzętów i jedyne łóżko. Latem na Piana Romana przenosiło się życie
całej rodziny. W pobliżu domu znajduje się studnia, której wykopanie w tym
miejscu zasugerował jeszcze jako dziecko Ojciec Pio. Grazie Forgione, jego
tata, posłuchał tej rady, wykopał dziurę... i rzeczywiście natrafił na
krystalicznie czystą wodę. I tak oto studnia istnieje do dziś.
Po święceniach kapłańskich Ojciec Pio – ze
względu na zły stan zdrowia – przez kilka lat mieszkał w swojej rodzinnej
miejscowości. W tym czasie często przebywał na Piana Romana, które stało się
dla niego specyficzną pustynią doświadczania obecności Bożej na początku jego
kapłańskiej drogi.
Jeszcze za życia Ojca Pio, a dokładnie w
1958 roku, na Piana Romana zbudowana została kaplica, która w swej zakrystii strzeże
wyjątkowego skarbu – to pień wiązu. W cieniu tego drzewa, 7 września 1910 roku,
Ojciec Pio pierwszy raz otrzymał od swego Ukrzyżowanego Mistrza dar trudny do przyjęcia –
stygmaty. Błagał wtedy gorąco Chrystusa, aby te krwawe ślady zostały ukryte. Modlitwy
Ojca Pio zostały na pewien czas wysłuchane. Stygmaty stały się niewidoczne dla
ludzkich oczu, ale przynosiły mu wielki ból fizyczny, szczególnie w piątki i w
czasie Wielkiego Tygodnia.
Obok kaplicy można zobaczyć dwa kamienie,
które Ojciec Pio nazywał fotelikiem. Korzystał z tego „mebla” wówczas, gdy na
długie godziny zatapiał się w modlitewnych rozmyślaniach na łonie natury.
Dla pielgrzymów pragnących włączyć się w
przeżywanie misterium męki i śmierci Chrystusa w pobliżu kaplicy przygotowano
Drogę Krzyżową pod gołym niebem. Na palikach ustawiono malowane na szkle obrazy,
przedstawiające sceny z Drogi Krzyżowej w San Giovanni Rotondo, której autorem
jest Francesco Messina. I tak, jak w San Giovanni Rotondo, w piątej stacji Ojciec
Pio występuje w roli Szymona z Cyreny.
Pielgrzym może łączyć się z Chrystusem nie
tylko w cierpieniu na kalwaryjskiej drodze. W pewnej odległości od kaplicy zbudowano
nową świątynię w kształcie rotundy, która została konsekrowana 22 października 2000
roku. W jej wnętrzu znajdziemy na ścianach nie stacje drogi światła – czternaście
wydarzeń, które miały miejsce bezpośrednio po zmartwychwstaniu Chrystusa.
Wyobrażone są na sposób bizantyjski, w postaci ikon. I tak, po kolei, można
medytować następujące prawdy naszej wiary:
Pielgrzymka na Piana Romana pomogła mi nie
tylko pełniej odczytać życie Ojca Pio w świetle jego cierpienia złączonego ze
zbawczą męką Chrystusa, lecz także odświeżyła nadzieję, że każde ludzkie
cierpienie kończy się nie tylko ukrzyżowaniem, ale radością zmartwychwstania i
świadczenia w nowy, skuteczniejszy sposób, że Chrystus żyje!
Elżbieta Cińcio SMI
„Głos Ojca Pio” (nr 14/2002)