Miasto z aurą cudowności PDF Drukuj Email

Daniela Długosz-Penca

O Ojcu Pio niewiele słyszałam, a do wydawanych publikacji nie przykładałam większej wagi. Chociaż, gdy dowiedziałam się, że jest szansa wyjazdu na wycieczkę do Campomarino, a stamtąd na Półwysep Gargano i do San Giovanni Rotondo, do klasztoru Ojca Pio, to szybko skorzystałam z tej możliwości.

Czekałam na ten wyjazd nie tylko z ciekawością, ale również z potrzebą odwiedzenia grobu Ojca Pio, zwłaszcza że był to październik Roku Jubileuszowego.

Już sama podróż z Termoli wprawiła mnie w zachwyt. Jechaliśmy dość długą autostradą nad morzem, tu i ówdzie wyłaniały się szczyty skalistych gór, poszarpane i przetykane lasami, czasem przez okno widziałam małe osady i miasteczka. Nad górami, w które wjeżdżaliśmy, już z daleka widać było gęste czapy chmur, a wkrótce spadł deszcz. Zbliżaliśmy się do San Giovanni Rotondo.

San Giovanni Rotondo – jak wiele miast z aurą cudowności – nie zrobiło na mnie specjalnego wrażenia, chyba z powodu nadmiaru sklepików i straganów z dewocjonaliami – z czego tu się żyje. Wszystko nosiło znamiona Ojca Pio, czasem św. Michała Archanioła – od słodyczy, poprzez widokówki, obrazy i obrazki, do różnych, nawet naturalnych rozmiarów figur Ojca Pio.

To, co zobaczyłam po wyjściu z autobusu, urzekło mnie i przeraziło. Największym zaskoczeniem był zwarty tłum pielgrzymów wpuszczanych grupami do kościoła na Mszę Świętą – była to bowiem niedziela. Weszła i nasza grupa. Każdy zajmował miejsce, gdzie mógł. Wielojęzyczne śpiewy świadczyły o tym, że pielgrzymi przybyli nie tylko z różnych regionów Włoch, ale także z zagranicy. Przy ołtarzu w nowej bazylice ukazał się zakonnik, przez strój i zarost upodobniony do Ojca Pio. Z uwagą patrzyłam na jego ręce – wydawało mi się, że go znam – ale przecież wiedziałam, że przyjechałam do grobu Ojca Pio.

Po Mszy Świętej zaczęłam się rozglądać i odnalazłam wyjście na zewnątrz. Niekończąca się kolejka przeraziła mnie. Poszłam więc w kierunku Drogi Krzyżowej. Samo jej usytuowanie sprawia, że budzi podziw i respekt. Razem z koleżankami doszłyśmy aż na szczyt, gdzie postać Chrystusa, jakby ukrzyżowanego, a już zmartwychwstałego, przyciąga uwagę pielgrzymów. To ruchliwe miejsce, w którym wiele osób robi pamiątkowe zdjęcia, mimo wszystko – podobnie jak cała Droga Krzyżowa – zachęca do refleksji, a zbocza góry, jakby „spływającej ku świątyni falą pielgrzymów, a szczytami tkwiącej w tym, co Boskie”, budzą zachwyt i pokorę.

Schodząc w dół z podestu, na którym stoi posąg Maryi z Dzieciątkiem, przyglądałam się kolejce oczekujących na wejście do podziemi i przejście w modlitwie do grobu Ojca Pio. Nadszedł czas, abym i ja przyłączyła się do nich. Tak bardzo chciałam tam już być, że tylko większe obrazy i eksponaty zwracały moją uwagę.

Wreszcie kaplica, w niej skromny sarkofag, na nim wiele kwiatów, a wokół – za metalowym ogrodzeniem – kartki z prośbami, podziękowaniami, ofiarami, nawet zdjęcia i wota. Cisza, skupienie, modlitwa. Nogi same zginają się by uklęknąć, lecz nie ma miejsca. Przywarłam głową do balustrady, modliłam się, dziękując za to, że Bóg dał mi tę łaskę, aby dotykać owych świętych miejsc i że spełniło się moje pragnienie. Tu też obudziła się myśl żalu, że tak mało wiedziałam o tym świętym człowieku i środowisku, w którym żył. Modliłam się o wiarę i przemianę serca, o rozpoznanie celu życia oraz woli Bożej z nadzieją, że Ojciec Pio mi w tym pomoże. Nawet nie wrzucałam kartki, bo przecież wiedziałam, że On odgaduje myśli, także te niewypowiedziane.

Przesuwając się wraz z grupą pielgrzymów, dotarłam do ołtarza, przy którym ten święty Zakonnik sprawował Eucharystię. Po chwili refleksji – poszłam dalej, by zobaczyć  jeszcze miejsce w chórze, wzruszającą swoją prostotą celę zakonną i mały kościółek, w którym obecnie chodzi się po zakrytej szkłem posadzce, gdzie stoi stary konfesjonał, przy którym, „jakby oczyma duszy”, widziałam ludzi oczekujących w długiej kolejce na sakrament pokuty. Oglądałam ustawione w gablotach naczynia liturgiczne, Mszał, Pismo Święte, Brewiarze, których dotykały ręce Stygmatyka, z których się modlił, a także białą szatę ze śladami jego zaschniętej krwi. W bazylice jest też gablota z jego habitem, wota i podziękowania za opiekę, uzdrowienia i nawrócenia. Wszystko tu tchnie jego obecnością, jego miłością i niemal czuje się jego przenikliwy wzrok.

Po obejrzeniu galerii dzieł plastycznych związanych z życiem Ojca Pio i ogromnej, dopiero budowanej świątyni o zadziwiającej architekturze, po zakupieniu pamiątek i zrobieniu zdjęć, mogłam na krótko przycupnąć w słońcu na jednej z ławeczek. Następnie podziwiałam wyjątkowy kompleks szpitalny – Dom Ulgi w Cierpieniu. Pewnie zachwycałabym się dłużej, ale zaczął padać ulewny deszcz, a wiatr szarpał parasole, dlatego schroniliśmy się w kawiarence z szyldem „Padre Pio” i dopiero malutka filiżanka kawy uzmysłowiła mi, że jestem jeszcze w San Giovanni Rotondo, a za dwadzieścia minut wyruszymy w drogę powrotną i znów będziemy jechać po kamienistych serpentynach, ale teraz ze znacznie lżejszym sercem.

Po powrocie do Polski przeczytałam biografię Ojca Pio, kupiłam album dla przypomnienia sobie tego, co widziałam, bo wciąż przyciąga moją uwagę i serce wspaniała postać Stygmatyka. Z radością odkryłam też dwumiesięcznik „Głos Ojca Pio” i czekam na kolejny numer, aby znów pobyć przez chwilę z Ojcem Pio, wśród doświadczeń innych osób.

„Głos Ojca Pio” (nr 17/2002)

 

Galerie zdjęć:

Nowy kościół Ojca Pio

zobacz

Krucyfiks stygmatyzacji

zobacz

Stary kościółek klasztorny

zobacz

Dom Ulgi w Cierpieniu

zobacz

Droga krzyżowa

zobacz

Kościół Matki Bożej Łaskawej

zobacz

Klasztor kapucynów

zobacz

Muzeum

zobacz

Krypta z relikwiami

zobacz

Cele zakonne Ojca Pio

zobacz

Książki, przewodniki, mapy


 Pietrelcina
Pierwszy w Polsce
przewodnik po Pietrelcinie

Stygmaty Ojca Pio

Ojciec Pio jest pierwszym w historii Kościoła kapłanem stygmatykiem.

Zobacz więcej:
Zagadka stygmatów
Upodobnieni do Chrystusa
Ojciec Pio i kwas karbolowy
Fenomeny mistyczne

Głos Ojca Pio

Głos Ojca Pio [75/3/21012]

więcej w portalu:

www.glosojcapio.pl

 

numer 75
maj/czerwiec 2012

 

pokonać uzależnienie

 

12 kroków do wolności

 

Kiedy mąż jest alkoholikiem

 

Matt Talbot, abstynent i pokutnik

Zakroczym - miejsce, gdzie dusza trzeźwieje

Wydawnictwo Serafin poleca

Okruchy. Rady dotyczące życia wewnętrznego i modlitwy
Thomas Philippe OP

Porady zakonnika trafiają bardzo celnie w nasze duchowe zmagania i poszukiwania.

Można tę książkę czytać jednym tchem, można też wybierać poszczególne rozdziały i myśli.


NOWOŚĆ

Zobacz prezentację

Warto przeczytać

Sam bym tego nie wymyślił. Jan Budziaszek opowiada Cezaremu SękalskiemuSam bym tego nie wymyślił
Jan Budziaszek opowiada Cezaremu Sękalskiemu


Opowieść o narodzinach wielkiej muzycznej pasji, spleciona z historią polskiego big beatu i jazzu. To także świadectwo przemiany człowieka, który poszedł raz w klapkach na pielgrzymkę i od tej pory zaczął realizować w życiu scenariusz, którego - jak sam twierdzi, nie jest autorem.

Do książki dołączona jest płyta CD z muzyką.
 
RocketTheme Joomla Templates