Marzyłam o Lazurowym Wybrzeżu PDF Drukuj Email

Nigdy nie myślałam o wyjeździe do Włoch. Jeśli już, to marzyłam o Lazurowym Wybrzeżu. Nie wiem, dlaczego – pewnie jest tam bardzo pięknie. Gdy mój brat opowiadał o Rzymie i o miejscach, gdzie żył i pracował Ojciec Pio – wtedy bardzo zapragnęłam tam pojechać. Ojciec Pio jest moim ulubionym świętym. To jego zawsze proszę o wstawiennictwo: gdy jest mi ciężko, gdy mam jakieś prośby, gdy sobie nie daję rady z problemami życia codziennego.

Jeszcze większej ochoty na wyjazd nabrałam, gdy dowiedziałam się, że nasza parafia organizuje pielgrzymkę do Rzymu i miejsc kultu franciszkańskiego. Czułam, że mam skrzydła i już tam polecę. Ale któż zechce mnie zabrać ze sobą? Przecież jestem osobą niepełnosprawną – po amputacji nogi. Chodzę o kulach – są to moje najbliższe przyjaciółki (tak je nazwała moja córka).

Zachorowałam w 1997 roku. Po badaniach okazało się, że mam uszkodzony kręgosłup. Cierpiałam na straszne bóle – przeszłam dwie ciężkie operacje, ale nie było żadnej poprawy. Potem znów badania i lekarz oznajmił mi: Proszę pani, ma pani guz w kości biodrowej – to jest... Nazwa tej strasznej choroby do dzisiaj nie przechodzi mi przez gardło. Trzeba było natychmiast amputować nogę. Proszę mi wierzyć, cały świat razem z niebem runął mi na głowę.

Co przeżyłam, to wie tylko Bóg, ja i moi najbliżsi. Zaczęła się chemioterapia. Lekarz bardzo chciał uratować mi nogę, ale było już za późno, leki nie pomagały. Podczas kolejnej wizyty usłyszałam: Albo kilka lat życia, albo noga. Nie miałam wyboru – amputacja nogi. W czasie leczenia i pobytów w szpitalu mąż cały czas był ze mną – to dla mnie bardzo ważne.

Utrata nogi to wielka tragedia. Ale wiara w Boga, modlitwa za wstawiennictwem Ojca Pio i pomoc najbliższej rodziny pozwala mi powoli wracać do normalnego życia. Myślę, że jest to część mojej „drogi krzyżowej”...

Poszliśmy z mężem na spotkanie pielgrzymów, którzy wrócili z San Giovanni Rotondo. Stanęłam przed o. Bogusławem i zapytałam, czy mnie zabierze na następną pielgrzymkę, bo bardzo pragnę pojechać do grobu Ojca Pio, a on – człowiek wielkiej dobroci i ogromnego serca – zgodził się. Jestem mu za to ogromnie wdzięczna.

I tak, 8 czerwca 2000 roku zaczęła się moja droga, ale czy krzyżowa – sama nie wiem. A jeżeli tak, to przeżyłam ją radośnie, umocniona duchowo. Wizyty w świętych miejscach, codzienna wspólna modlitwa i Msza Święta oraz audiencja u Ojca Świętego zmieniły mój stosunek do choroby. Doświadczyłam innego świata, kultury, pięknej przyrody. Ale nie było mi lekko w czasie pielgrzymki. Były i ciężkie dni. Tak było podczas zwiedzania Rzymu. Choć panował upał, dużo chodziliśmy po mieście. Wtedy narobiłam sobie pęcherzy na rękach. Kiedy inni pielgrzymi mieli je na stopach – ja na rękach, bo przecież one są moimi nogami. Musiałam pokonać mnóstwo schodów, po których chodzi się bardzo ciężko o jednej nodze. Ale dzisiaj myślę, że dzięki Jezusowi i Matce Bożej, którym zaufałam oraz szczęściu, jakie dał mi los, mogłam stanąć u celu mej pielgrzymki – przed grobem Ojca Pio. Do niego wiozłam wiele swoich próśb i cudzych intencji. Sama nie wiem, czy z przejęcia i wzruszenia, jakie mnie ogarnęło, wszystkie je wypowiedziałam. Odchodząc od grobu, czułam ulgę w sercu, jakbym załatwiła wszystkie swoje sprawy i pragnienia, a jednocześnie coś ciągnęło mnie z powrotem i chciałam tam wracać.

Odchodząc spod kościoła w San Giovanni Rotondo obejrzałam się kilka razy – Ojcze Pio, czy jeszcze tu kiedyś powrócę? – nie wiem.

Kiedy przeżywam chwile zwątpienia i załamania – a mam takie – gdy jest mi ciężko i bardzo boli, kiedy spotykam się z nieustannymi trudnościami w życiu, lenistwem i brakiem skupienia na modlitwie, a w głowie zaczynają się kotłować przeróżne myśli, dalekie od Boga i Matki Najświętszej, to wtedy mówię: Ojcze Pio, dopomóż mi, błagam Cię, zabierz te rozbiegane myśli i nie gardź moją niepoukładaną modlitwą.

Myślę, że tych pielgrzymich przeżyć nie mogę nazwać drogą krzyżową. Jest nią moja straszna choroba i codzienne zmaganie się z życiem.

Zofia z Piły

„Głos Ojca Pio” (nr 6/2000)

 

Galerie zdjęć:

Nowy kościół Ojca Pio

zobacz

Krucyfiks stygmatyzacji

zobacz

Stary kościółek klasztorny

zobacz

Dom Ulgi w Cierpieniu

zobacz

Droga krzyżowa

zobacz

Kościół Matki Bożej Łaskawej

zobacz

Klasztor kapucynów

zobacz

Muzeum

zobacz

Krypta z relikwiami

zobacz

Cele zakonne Ojca Pio

zobacz

Książki, przewodniki, mapy


 Pietrelcina
Przewodnik
po franciszkańskich

miejscach w Małopolsce

Stygmaty Ojca Pio

Ojciec Pio jest pierwszym w historii Kościoła kapłanem stygmatykiem.

Zobacz więcej:
Zagadka stygmatów
Upodobnieni do Chrystusa
Ojciec Pio i kwas karbolowy
Fenomeny mistyczne

Głos Ojca Pio

Głos Ojca Pio [75/3/21012]

więcej w portalu:

www.glosojcapio.pl

 

numer 75
maj/czerwiec 2012

 

pokonać uzależnienie

 

12 kroków do wolności

 

Kiedy mąż jest alkoholikiem

 

Matt Talbot, abstynent i pokutnik

Zakroczym - miejsce, gdzie dusza trzeźwieje

Wydawnictwo Serafin poleca

Okruchy. Rady dotyczące życia wewnętrznego i modlitwy
Thomas Philippe OP

Porady zakonnika trafiają bardzo celnie w nasze duchowe zmagania i poszukiwania.

Można tę książkę czytać jednym tchem, można też wybierać poszczególne rozdziały i myśli.


NOWOŚĆ

Zobacz prezentację

Warto przeczytać

Sam bym tego nie wymyślił. Jan Budziaszek opowiada Cezaremu SękalskiemuSam bym tego nie wymyślił
Jan Budziaszek opowiada Cezaremu Sękalskiemu


Opowieść o narodzinach wielkiej muzycznej pasji, spleciona z historią polskiego big beatu i jazzu. To także świadectwo przemiany człowieka, który poszedł raz w klapkach na pielgrzymkę i od tej pory zaczął realizować w życiu scenariusz, którego - jak sam twierdzi, nie jest autorem.

Do książki dołączona jest płyta CD z muzyką.
 
RocketTheme Joomla Templates